Strona Główna .:Degu Serwis:. Koszatniczka w Internecie
Koszatniczki - one i o nich !!!
 
FAQFAQ    SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload
Herbal Pets
 Ogłoszenie 



Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Jacek
24-09-2011, 22:25
Ciąża
Autor Wiadomość
Justyna 
Mod-emeryt


Imiona koszy: Fryka
Znak zodiaku:
lew

----: Maja [*] Tosia [*]
Imię: Justyna
Posty: 2517
Skąd: ...
Wysłany: 27-08-2009, 14:44   Ciąża

Ciąża koszatniczek trwa ok. 90 dni. Moment zapłodnienia można rozpoznać po charakterystycznej "pieśni" śpiewanej przez samca. Trwa ona dość długo (nieraz i godzinę). Sam błogosławiony stan u samicy raczej ciężko jest rozpoznać, zwłaszcza początkującym hodowcom - ja sama dwa miesiące po zakupie zwierzątka stałam się szczęśliwą babcią i dopiero w momencie rozwiązania dowiedziałam się, że moja samiczka była w ciąży. Generalnie samica przybiera na wadze, i to dość znacznie. Często może się wydawać, że za bardzo utuczyliśmy zwierzątko, a ono po prostu spodziewa się małych. Jeżeli jednak mamy podejrzenia, że mogło dojść do zapłodnienia należy zapewnić samicy przede wszystkim spokój. Ale nie chodzi tu bynajmniej o zakaz wyjmowania na wybieg! Raczej oszczędzić jej niepotrzebnych stresów oraz bezwzględnie uniemożliwić skoki z niebezpiecznych wysokości. Przyszła mama-koszatniczka na pewno będzie wdzięczna za okazaną chwilę czułości z naszej strony: przytulenie, pogłaskanie, podrapanie.



W moim przypadku zaobserwowałam właśnie wzmożone garnięcie się zwierzęcia do mnie. Co do diety, to trzeba mamusi zapewnić stały dostęp do karmy i nie martwić się, że za bardzo się utuczy. Pamiętajmy przecież, że ona nosi w sobie kilka głodomorków, a jako matka doskonale wie, ile jedzenia jest potrzebne jej i jej potomstwu - czyli po prostu zje tyle, ile potrzebuje. Bardzo ważną sprawą jest zapewnienie przyszłej mamie dostępu do kostki wapiennej, gdyż wapń jest niezbędny do prawidłowego przebiegu koszowej ciąży. Wapienko można zastąpić sepią dla ptakow.



Poza okresem ciąży, też warto zawiesić sepię , lub kostkę wapienną w klatce, ponieważ zwierzątka ścierają sobie na niej zęby i jest ona dla nich formą rozrywki (niekoniecznie dla tych, którzy muszą potem zamiatać okruchy spod klatki kilkanaście razy dziennie). Moment rozwiązania można orientacyjnie określić, jeżeli znało się moment zapłodnienia. W przeciwnym przypadku pozostaje czekać z trochę większym bagażem niepewności. Można, obserwując koszatniczkę, zauważyć, (wyczuć pod dotykiem palców) pojawiające się sutki. Niektórym bardziej uważnym obserwatorom, udało się nawet zobaczyć ruchy maleństw w brzuchu, co świadczy o dość bliskim momencie porodu. Dlatego ważne jest, żeby nie ściskać mocno kosza, ponieważ może to wywołać przedwczesny poród, a nawet poronienie. Samica przeczuwa zbliżające się rozwiazanie, sama stara się zbudować gniazdo (jeżeli wcześniej tego jeszcze nie zrobiła). Z tego powodu należy dostarczyć jej sporą ilość podartych na niezbyt małe kawałki chusteczek higienicznych (najlepiej bezzapachowych i białych) i/lub szmatek.



Z samym porodem nie powinno być raczej żadnych komplikacji, samica sama powinna sobie z tym doskonale dać radę. Widok małych, wydostających się z jej brzucha, nie należy może do najpiękniejszych w sensie estetycznym, ale jest naprawdę wzruszający. Od tego momentu należy samicy zapewnić bezwzględny spokój - ona przeżyła duży szok, podobnie jak i małe!
!Jeśli z jakichś powodów trzymamy jednak parkę, to czas tuż przed porodem, jest ostatnim terminem, na stałe odseparowanie samca i przeniesienie go do innej klatki.
Pamiętajmy, że zaraz po porodzie, samica znów jest płodna, co ma swoje oczywiste i poważne konsekwencje. Obecność samca nie jest również wskazana, ze względu na jego stosunek do potomstwa - nie zawsze musi on poczuć się do obowiązku i może po prostu zjeść młode. Nie jest to regułą, ale lepiej się zabezpieczyć.
Tym samym - odpowiedzialny opiekun koszatniczek, zapewni samczykowi wygodne, chociaż samotne lokum na prawie 5,5 - 6 tygodni, kiedy to, po obowiązkowym podzieleniu miotu według płci, będzie on mógł zamieszkać z małymi samczykami, pozostawiając matkę z córeczkami - samiczkami.
Bardzo ważne!
Po długim okresie samotności samca i oddzieleniu młodych od matki, zapoznanie go z synami musi przebiegać tak, jak zapoznanie obcych sobie osobników. O łączeniu koszatniczek piszemy tutaj: http://koszatniczka.org/viewtopic.php?t=13513
Uwaga!
Konsekwencje posiadania parki oraz konieczność przemyślenia rozmnażania zwierząt jest przedstawiona tutaj: http://koszatniczka.org/viewtopic.php?t=13536




Opieka nad świeżo upieczoną mamą i jej gromadką
Po stresach przebytych w związku z porodem możemy przejść do najprzyjemniejszej moim zdaniem części hodowli koszy (i w ogóle wszystkich zwierząt). Na świecie pojawiły się małe - ile? Przyjmuje się, że zazwyczaj rodzi się od 2 do 8. Nie polecam specjalnie grzebania w gnieździe tuż po narodzinach i jakiś czas później - samica może się zdenerwować i z tego powodu po prostu zagryźć małe. Najlepiej jest ukradkiem poobserwować i spokojnie doliczyć się przychówku. Należy tu jednak zaznaczyć, że mama-koszatniczka, jeżeli darzy zaufaniem opiekuna, pozwala wyjmować nowo narodzone maluchy. Ale najlepiej jest się wstrzymać aż do momentu, kiedy małe same zaczną nieporadnie, ale jednak, opuszczać gniazdo - dzieje się to zazwyczaj po upływie tygodnia. Aby zachować higienę należy również usunąć z gniazda zakrwawione jego elementy (krew ta jest naturalnym skutkiem porodu i nie należy robić z tego powodu tragedii - chyba, że jest jej naprawdę względnie dużo i zauważyliśmy znaczącą zmianę w zachowaniu kosza ? wtedy do weta!!). Maluchy rodzą się zazwyczaj z lekko otwartymi oczami, pokryte delikatnym meszkiem. Uwagę zwraca nienaturalnie duża głowa i przez to zachwiane proporcje ciała - ale to cecha ssaków. Małe paskudki tuż po narodzeniu zajmują się głównie spaniem i piciem mleka mamusi. Mamusia dużo czasu spędza w gnieździe, dlatego radzę na przykład przysunąć jej bliżej miseczkę z jedzeniem, poidełko (ja dodatkowo wyjęłam jej jeszcze kółko, żeby nie narażać małych na przypadkowe urazy). Politykę jedzeniową prowadzimy nadal pod hasłem: lepiej niech coś w misce jest, niż żeby była pusta! Znowuż bowiem mama doskonale wyreguluje ilość przyjmowanego pokarmu - zarówno dla siebie, jak i dla gromadki - ona ich karmi. Próbowałam podawać mamie mleko w spodeczku kiedy była na wybiegu, ale okazało się, że nie gustuje w mleku, co nie oznacza, że nie warto spróbować - może pomóc w laktacji (raczej kozie niż krowie). Lepiej jednak nie wlewać go do poidełka, ponieważ mleko może się zepsuć, a poza tym to poidełko nie będzie nadawało się do dalszej eksploatacji. W pierwszym tygodniu mamę można spokojnie wypuszczać, choć nie na długo, ponieważ należy pamiętać, że ona karmi młode. Poza tym samica może być lekko zdenerwowana, kiedy opuszcza klatkę - ale należy to tłumaczyć troską o potomstwo. Malutkie koszątka bardzo szybko stają się samodzielne - już po tygodniu co silniejsze zaczynają wychodzić z gniazda i eksplorują klatkę. Próbują też nieco innego pokarmu - sianko, papier, choć nadal absolutną podstawą ich piramidy żywieniowej jest mleko matki. Od połowy drugiego tygodnia z małych zaczynają wyłazić już prawdziwe psotniki. Próbują już się wspinać po drabinkach i prętach. Uwagę zwracają też wydawane przez nie odgłosy - zwłaszcza pocieszne gruchanie podczas karmienia. Malutkie kosze można już z powodzeniem wyjmować - jest to wskazane, ponieważ obcowanie od małego z zapachem ludzi w znacznym stopniu ułatwia oswojenie. Dobrym, aczkolwiek kontrowersyjnym, pomysłem wydaje się być wyrzucenie telewizora i wstawienie w jego miejsce klatki ze zwierzakami: nawet najbardziej uprzedzeni ludzie (zwłaszcza kobiety-mamy, które uważają kosze za szczury J) wprost nie mogą oderwać się od Degu Planet na żywo w swoim domu! Maluchy są po prostu bezbłędne: bawią się same, bawią się razem, gonią swoją mamę, która nie może znaleźć chwili spokoju dla siebie, bawią się papierem, gałązką, łupinka od orzecha, zrzucają się nawzajem z półeczek, biją się - ale tak niegroźnie, tak zabawnie, gaworzą...



Miesięczne kosze, mimo że już i jedzą samodzielnie, (i są strrrasznymi głodomorami) oraz piją wodę z poidełka, nadal potrzebują mleka matki. Jest to jednak przerażający widok, kiedy armia maluchów przewraca mamę po to tylko, aby napić się mleka. Już wyglądają jak miniaturki koszy i proporcje się ustaliły. Z małymi spryciulami można się wspaniale bawić, ale nie polecam wypuszczania ich tak samopas - małe są na tyle małe, że wcisną się dosłownie wszędzie, a na tyle jeszcze młode, że niekoniecznie same wrócą - a próba wyciągnięcia ich z opresji nie zawsze będzie możliwa. Ja wyciągam je i oswajam ze sobą, z ręką i pozwalam chodzić po moim ciele (nie wszędzie, rzecz jasna).
Płeć, wprawny koszomaniak potrafi ustalić już około 2-3 tygodnia, choć nie jest to łatwe. W ustaleniu płci liczy się niewielka różnica odległości pomiędzy narządami plciowymi (zobacz artykuł: http://koszatniczka.org/viewtopic.php?t=13532 - Jak rozpoznać płeć?) Jeżeli nie jesteśmy pewni, to radzę zwrócić się do specjalizującego się w leczeniu gryzoni weterynarza, lub szukać pomocy u doświadczonych hodowców - chociażby na tym forum, wstawiając w temat odpowiednio wykonane zdjęcia naszych maluchów, tak jak w ww linku.
Dojrzałość seksualną, młode kosze osiągają średnio ok. 6 tygodnia. Małe można zaczac oddzielać od mamy po ok. 5,5 - 6 tygodniach, ale warto wcześniej zatroszczyć się o nowy dom dla naszych milusińskich.

!Jeżeli Wasze małe kosie zostaną same, bo ich mamusia nie przeżyje porodu, lub nie chce karmić swoich maluchów, to mieszankę, która może zastąpić mleko matki można przyrządzić ze skondensowanego mleka zmieszanego z herbata rumiankowa w stosunku 1:2 (1 porcja mleka, dwie porcje herbaty). Raz dziennie można podawać wraz z tą mieszanką troszkę miodu (źródło energii) i ugotowanych na wodzie płatków owsianych. Mieszanka powinna mieć temperaturę pokojową. Do karmienia używamy pipety, lub nasączamy kawałek materiału przygotowaną mieszanką i dajemy maluchom tenże materiał do ssania. Maluchy karminy co 2-4 godziny (również w nocy), a następnie staramy się wydłużać przerwy między posiłkami. Po karmieniu masujemy delikatnie brzuszek maluchów za pomocą zmoczonej w ciepłej wodzie chusteczki, w ten sposób wspomagając trawienie. Należy również masować delikatnie okolice odbytu; bez tego zabiegu ciężko jest maluchom się wypróżnić. Małe straciły matkę, więc także w sferze higieny potrzebują pomocy. Od czasu do czasu wystarczy przetrzeć futerko maluchów chusteczką namoczoną w ciepłej wodzie. Ważne, aby to nie była chusteczka higieniczna, ponieważ jak będziemy wycierać maluszka to w jego sierści mogą znaleźć się szczatki chusteczki, co nie byłoby wskazane!


Trzymamy kciuki za wszystkich właścicieli, aby podołali temu zadaniu i potrafili zastąpić maluszkom mamusię a następnie dobre domy dla nich, u odpowiedzialnych opiekunów.


poprawki: alja9
_________________

Ostatnio zmieniony przez junoo 03-11-2012, 20:54, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group